poniedziałek, 14 maja 2012
Dorosłość
Dorosłość mnie dopada. Mroczna i wszechogarniająca. Boję się. Nie wiem, czy sobie poradzę. Trzeba wierzyć, ale... Firma "się rozkręca", ale tak naprawdę 1,5 roku działalności można o kant dupska rozbić, bo nowych klientów jak na razie brak. Pracy etatowej brak. Dorabiam we Flo, ale kasa z tego marna... Dosyć ze smęceniem!Najwyższy czas się ogarnąć, mam w końcu prawie 27 lat! Co do firmy - od jakiegoś czasu zabieram się za to z coraz większą werwą, z zaangażowaniem. Z nowymi chęciami, bo to w końcu MOJA firma, MOJE nazwisko i MOJE poczucie obowiązku jako osoby dorosłej. To już nie harcerstwo, że można coś zawalić, przeprosić i wszystko OK. Życie to je bajka. W każdym razie plan mam jak na razie ambitny - do grudnia przynajmniej 5 firm, do grudnia 2013 - 15. A w ostateczności, jak się nie uda znaleźć nowych firm, ze wszelkich sił i środków znajdę pracę na etat. Z czegoś trzeba w końcu planowaną rodzinę utrzymać. Dorosłe decyzje wymagają dorosłych czynów.
sobota, 03 marca 2012
Zmiany
Zmiany są dobre. Stąd zmiana wyglądu - bo nawet papier toaletowy wie, że aby żyć trzeba się rozwijać. :-) U mnie też zmiany - człowiek dorośleje. Podejmuje decyzje. Patrzy z innym człowiekiem w tym samym kierunku. Stara się i myśli. Przestaje (w końcu...) być nierozważny. Zmiany są potrzebne i lepiej się z nimi oswoić. Lepiej późno niż później.
niedziela, 19 lutego 2012
Test zdań niedokończonych.
- Lubię… być
w czymś dobrym.
- Najszczęśliwszy
czas… to czas spędzony z moją I.
- Chcę
wiedzieć... czy innym jest ze mną dobrze.
- W domu
rodzinnym... czuję się bezpieczny.
- Żałuję...
że nie mam podpowiedzi przy dokonywaniu życiowych wyborów ;-)
- Kiedy
idę spać... czasem marzę o naszej przyszłości :-).
- Mężczyźni...
to osoby z którymi inni mężczyźni rywalizują.
- Najlepszy...
ojciec to mój ojciec.
- Drażni
mnie... niedbalstwo u mnie i u innych.
- Ludzie...
są głupi i wredni, jednostki są wybitne.
- Matka...
jest kimś kogo bardzo kocham.
- Czuję...
że jestem dla Kogoś ważny i kochany.
- Najbardziej
boję się... tego, że kiedyś umrę i spędzę wieczność w ciemności i
zapomnieniu.
- W
szkole... byłem dość dobrym, ale nielubianym przez kolegów uczniem.
- Nie
mogę... znieść, kiedy ktoś znieważa kobietę, którą kocham.
- Sport...
to coś, co zwykle omijam i pora przestać to robić.
- Kiedy
byłem dzieckiem... uwielbiałem bawić się z bratem zabawkami na podłodze w
pokoju.
- Moje
nerwy... są wybuchowe, ale ma Luba umie je ukoić.
- Inni
ludzie... poza najbliższymi i przyjaciółmi są dla mnie problemem,
rozwiązaniem albo elementem krajobrazu.
- Cierpię...
gdy kłócę się z najbliższymi lub wiem, że ich zawiodłem.
- Nie
udało mi się... powiedzieć śp. Dziadkowi, jak bardzo brakuje mi jego rady
i ciepłego słowa.
- Czytanie...
to sposób na przeniesienie się do innego świata.
- Mój
umysł... czasem się zawiesza :-)
- Przyszłość...
jest widziana w jasnych barwach, mimo pewnych przeciwności losu (problemy
z mieszkaniem itp.).
- Potrzebuję...
dużo akceptacji ze strony innych.
- Małżeństwo...
to naturalna kolej rzeczy, gdy kocha się Tą osobę.
- Najlepiej
czuję się, gdy... jest koło mnie moja kobieta.
- Czasami...
tęsknię za latami dzieciństwa.
- Boli
mnie... że czasem nie potrafię dogadać się z moim bratem.
- Nienawidzę...
kiedy jestem bezradny.
- W
pracy... staram się dać z siebie wszystko, ale czasem mi się nie chce.
- Jestem
bardzo... zakochany :-)
- Jedynym
kłopotem... nie mam kłopotów, tylko próby.
- Chcę...
mieć dwójkę dzieci, dom i szczęśliwe życie.
- Mój
ojciec… jest dla mnie wzorem.
- W
skrytości... marzę, jak się fajnie oświadczyć mej Lubej ;-).
- Ja... jestem
coraz bardziej pewny siebie i swoich możliwości.
- Taniec...
to coś co lubię, bo mnie odpręża.
- Moim największym
zmartwieniem… jest to czy uda mi się utrzymać rodzinę.
- Większość
kobiet… nie dorasta mojej kobiecie do pięt.
piątek, 28 października 2011
Bardzo ważne bzdury
Ostatnio z I. dość często się sprzeczamy, głównie z mojej winy. Przykre w tym wszystkim jest to, że najczęściej chodzi o bzdury, zatruwające życie pierdoły. Czasem o rzeczy ważne, ale zwykle o BWB - czyli tytułowe bardzo ważne bzdury. Kochamy się - to ważne. Chcemy ze sobą być pomimo wszystko. Dlatego tym bardziej nie powinniśmy musieć "przełamywać problemy nieznane w innych związkach", bo to jest męczące. Trzeba być normalnym. Nie chcę jej stracić, jest jak dotąd czymś najlepszym co mnie w życiu spotkało. No i trzyma mnie w stanie względnej normalności :-) Obiecuję być dobrym chłopem... :-* (Tak - Buziak dlatego że wiem że tu zajrzysz :-) ).
wtorek, 23 sierpnia 2011
Zmiany
Zmiany. Są. Były. Będą. Tak to już w życiu jest. Sokrates ze mnie zrezygnował. Jakieś cięcia czy coś, nie jest to już dla mnie ważne. Oni na tym tracą, ja sobie poradzę i znajdę lepszą robotę. A w zasadzie - poradzimy i znajdziemy, bo mam dużo wsparcia od I., która bardzo mi pomaga. Cóż - to normalne w stadzie. :-) Tymczasem Nexia znów się popsuła - amorki... Zaczyna wkurzać mnie ten wóz. Pora na zmianę, ale to za dwa lata przy dobrych wiatrach. Najpierw trzeba będzie kupić sofę.
sobota, 20 sierpnia 2011
Tak razem.
William Robert Thornton (znany też szerzej jako Billy Bob) powiedział kiedyś: najważniejsze to przyjaźnić się ze swoją kobietą. Myślę że coś w tym jest. I. coraz bardziej uczestniczy w moim życiu. Nie chodzi tu o wesele brata (na którym bardzo mi pomogła), śpiewanki w Skrzynce Pocztowej czy też różnorakie wyjazdy w Polskę. Nie. W sensie to też, ale tu chodzi o coś ważniejszego. I. to dziewczyna, która aktywnie (!) pomagała mi przy naprawie i regulacji nexiowych hamulców, "tymi ręcami" wciskając tłoczek w zacisk. Która sama wyszła z propozycją bycia sonarem i usiadła z tyłu autka szukać źródła tajemniczych pisków podczas jazdy (winien lekki luz na amortyzatorze). Która z jednej strony dzwoni do mnie zła że od 8 godzin siedzę w garażu żeby spytać czy nie jestem głodny i czy nie przynieść mi kanapek. Mam cudowną kobietę. Farciarz ze mnie.
niedziela, 14 sierpnia 2011
Krakowsko
Z racji ślubu mojego brata udałem się z I. w podróż poślubną ;-). Wybór padł na zacne stołeczne królewskie miasto Kraków (taka dzielnica Nowej Huty). Pomimo przebojów pociągowych (nie ma to jak 5h jazdy do Poznania...) i mieszkaniowych (zmiana w ciągu 15 minut miejsca noclegu - bo w poprzednim było obskurnie) wyjazd uważam za udany, nawet bardzo. No bo jak inaczej można określić wspólne spacery po rynku, zwiedzanie zabytków, spaghetti elfów, muffiny, obiad 135 m po ziemią czy kupno ozdobnej deseczki do kuchni? No jak? ;-)
wtorek, 19 lipca 2011
Uroboros
Tak to już w życiu jest, że jak coś się kończy, to zaczyna się coś nowego. Początek i koniec. Śmierć i narodziny. Zamknięcie i otwarcie. I tak w kółko kręci się nasz mały światek. Zamknęli SCK Kontrasty. Smutno, nie tylko ze względów kulturalnych dla naszego zagubionego miasta, ale też prywatnych. Mury tegoż szacownego miejsca miały dla mnie wartość sentymentalną - pierwsze imprezy na studiach, imprezy w trakcie studiów, dużo starych nowych twarzy, "nocne Polaków rozmowy" o życiu, polityce, kobietach i o życiu właśnie ;-), pierwsza poważniejsza praca - szansa, która pomogła mi uwierzyć w siebie. I tak w jednej chwili, w jednym momencie, wszystko to się skończyło. Ale coś nowego się też rodzi - firma zaczyna rozkwitać, za mną poważne sprawdziany zawodowe... Co ważniejsze, również życie prywatne zaczyna rozkwitać i wkraczać w nową fazę. Są poważne i mniej poważne rozmowy, poważne i mniej poważne plany... Są szklanki do drinków i pokale do piwa, na pamiątkę Kontrastów właśnie. Jest patera z Carrefoura. Jest Ona i jej iskierki w oczach. I jestem ja z dziwną pewnością dni przyszłych i ufnością dziecka patrzącego w stronę słońca. Dawno tak się nie czułem. Coś się kończy, coś się zaczyna... Wąż zjada własny ogon.
sobota, 02 lipca 2011
Tyle się dzieje
Świat pędzi naprzód. Wiele się dzieje, bo i ma się dziać - taka kolej rzeczy na świecie. Czasem coś dobrego, czasem złego.
Zabawne, jak pewne rzeczy, np. praca, potrafią zmienić i przewartościować trochę człowieka i jego światopo(d)gląd... np - jako dziecko blokowiska od zawsze chciałem mieszkać w starej kamienicy. Kojarzyła mi się z mieszkaniem mojej śp. Ciotki na Jeżycach - wysokie stropy, pożółkłe przedwojenne fotografie, prawie wiekowe dębowe meble, zapach konfitur oraz czegoś nieokreślonego, czego nie umiem nazwać*. Dzięki spisywaniu wodomierzy poznałem też drugą, traumatyczną stronę kamienic - wspólne wc na korytarzu, klitkowatość łazienek (albo wanna w kuchni), smród i grzyb. Są Kamienice i są kamienice... chyba zostanę przy blokowisku.
Dodatkowo okazało się, że dla kogoś jest się TORTEM. i to ważnym, metafizycznym. Słodkim miejscami, czasem kwaśnym lub gorzkim. Rzadziej słonym.
I mimo nieporozumień lubię to Nasze bycie dla siebie tortem. Bo dzięki czasem lekko gorzkiej lub słonej nucie nie grozi nam zasłodzenie się na śmierć, w końcu nasz tort to Sacher :-) O!
*ale był przyjemny.
sobota, 14 maja 2011
Mam tak samo jak Ty...
Tak, Warszawa jest fajna :-) Jak śpiewał już kiedyś Niemen. Złaziliśmy kilometry trasy, zrobiliśmy mnóstwo zdjęć, zwiedziliśmy ciekawe miejsca... Był super kebab i gorąca czekolada na Starówce. Pomnik studenta na UW oraz pawie w Łazienkach. Nawet miejscami było słońce. Były zdjęcia przy zabytkowych autach (Warszawa 203, Volvo P1800, Citroen BL11, Barkas Framo V901). Był Zamek Królewski, Wiejska i Pałac Pod Blachą. Był Dom Bez Kantów, Ogród Saski i Grób Nieznanego Żołnierza.
Byliśmy My. Razem. I to największy plus tego wyjazdu :-)
|
Zakładki:
Blogi znajomków
Inne :)
Stronki ZHP
|